Gdy ją z cięciwy ręka kozacka wysłała;

Ten nie rozmyślając się, choć koń ledwie dycha,

Tłucze go i złamanem kijem w wodę spycha.

12

Opierając się długo, na ostatek ony

Opuszcza szkapa702 brzegi, biciem przymuszony;

Topi kolana naprzód, brzuch potem z uszami,

A Orland go między nie okrywa pięściami.

Płynie biedny i nie chcąc, brzegi zostawuje —

Częstemu się pryskaniu woda ustępuje —