Ale dla teraźniejszej, co ją umyślili,

Potrzeby łagodniejszem wzrokiem nań patrzyli.

Nazajutrz, kiedy nowem jutrzenka promieniem

Błysnąwszy, mrok okropny wypędziła z cieniem,

Wsiada na konia Gwidon z bracią, powinnemi

I do samego jechać Paryża chce z niemi.

37

Jadą pospołu jeden dzień, jadą i drugi,

Oszukiwając drogę żartem i czas długi;

A gdy dziesięć mil tylko od Paryża byli,