To mówiąc, krzywą ścieszką bieży, niewściągniony,

Jak nagłębiej w gęsty las i trafia w te strony,

Skąd beł niedawno wyszedł, ani nóg hamuje,

Aż nieszczęśliwy swojej śmierci ślad najduje.

Słyszy konie, słyszy huk i wielkie wołanie

I głos nieprzyjacielski i groźne łajanie,

Na ostatek i słyszy i widzi swojego

Medora, między konnych tak wielą pieszego.

6

Ode sta konnych sam jest, pieszy, obegnany;