Przez wzdychanie z ust, przez łzy z oczu, choć go dusi
Wypuścić go, rad nierad, nieszczęśliwy musi.
122
A kiedy mógł popuścić wodze swej żałości,
Zostawszy jeden tylko sam na osobności,
Z oczu zaczerwieniąłych, wziąwszy twarz na rękę,
Puszcza na dół na piersi niewstrąconą rzekę.
Przewraca się a stęka, na miejscu nie może
Leżeć i w częste koła zwiedza wszytko łoże;
Ale je tak najduje twarde i kolące,