»Raz omdlewa, raz kona, pozbywszy nadzieje.

35

»Tem czasem ja też w drogę wyjeżdżam zmyśloną,

»Małżonkę pożegnawszy dziwnie zasmuconą,

»I nazajutrz chód, oczy, mowę, twarz, odzienie

»Biorę młodziana, który kochał się w mej żenie,

»Tak, jako chce Melissa, co też sługi jego

»Postać zmyśla i boku pilnuje mojego.

»Jedziem na zad, a prędszą chcąc wykonać zdradę,

»Dyamentów, rubinów bierzemy gromadę.