86

Tam Orland jął gotować wieczora drugiego

Potrzeby do pogrzebu przyjaciela swego;

Które skoro w porządku słusznem zostawały,

Gdy po zachodzie słońca zorze zapadały,

Miedzy szlachtą z tamecznej zgromadzoną strony,

Miedzy kupą świec, które żal nieuśmierzony

Wzbudzają, przyszedł do mar młodziana dzielnego,

Co za żywota nadeń nie miał kochańszego.

87