Przy marach Bardyn, wiekiem ciężkiem znakomity,

Łzami się, biedny, karmił, a płacz pił obfity;

Oczy dwie źrzódła własne mając, brodę, skronie

Prochem miąższo posypał; sam niewymówionie

Wzdycha, najokrutniejsze niebiosa nazywa,

Złe gwiazdy, złą fortunę, co trosk jego chciwa.

Ręce siwy targają włos, a twarz zmarszczoną

Paznokcie pokrwawiły srogością szaloną.

88

Na przyście Orlandowe dopiero boleści