Jeśli ziemia przywali z górników którego,

Ledwie oddech ściśniony ducha subtelnego

Wypuści, skarg nie czyni język zasypany,

Oczy tylko, nos, uszy krwawe toczą piany:

Tak beł ciężko Sarracen niemniej przytłoczony

Od zwyciężce, na piasek gdy padł, obalony.

130

Do twarzy mu przymierza raz puinał srogi,

Raz do czoła, gdzie prędsze wyścia dusze drogi,

Krzyczy: »Poddaj się, radzę, a ja obiecuję,