Potem u tegoż zrzódła znowu się oń bili;
I na to wiarę ręce społem sobie dają,
Sami rączo, gdzie bieży, po niem się udają.
86
I gdzie zdeptana trawa świeżo się wznosiła,
Co ją dopiero stopa jego przytłoczyła,
Pilnują; ale bystry koń z oczu jem ginie,
Wpadszy do blizkich chróstów w najgęstszej krzewinie.
Gradas, iż w pobliżu miał kochaną Alfonę,
Dopadł jej i puszcza się w tamtę, gdzie biegł, stronę,