Nie potrzeba mi i piór i skrzydeł brać na się

Ani do nieba luny, do raju niższego

Latać, bo tak wysoko niemasz zmysłu mego:

W słonecznem wzroku waszem, w piersiach najpiękniejszych,

W twarzy, nad śniegi bielszej, w ustach najwdzięczniejszych

Został, zapomniawszy mię; zaczem ja, strapiony,

Przez całowanie ponno muszę mieć wrócony.

3

Gdy tak po pięknych gmachach grof chodził wspaniały,

A to tam, to sam bawił wzrok i słuch zdumiały,