Amonowa nadobna rycerka czekała,

A po szerokich polach Rugiera patrzała;

Serce jej skacze, gniewem, miłością ujęte,

Myśli, gdzie go uderzyć, aby razy wzięte

Od niej mniej mu szkodziły. Tem czasem wychodzi

Marfiza z brony i swe drzewo składać godzi.

18

Feniksa ma na hełmie jasnem jedynego,

Podomno uniesiona pychą, a dla tego,

Iż się za bohatyrkę przednią rozumiała,