Obróci koniem, sroga, z gniewami wielkiemi,

Nie tak dlatego, by ją widziała na ziemi,

Jako same przepędzić chcąc piersi kopią,

A z głowy wybić sobie tem melankolią.

20

Od najtęższego razu Marfiza musiała

Stłuc się gwałtownie, z konia gdy przykro zleciała;

A iż jej, jako żywo, tak się nie przydało,

Ledwie ciężkie od żalu serce nie szalało.

Jeno ziemie dopadła, zaraz w mgnieniu oka