Patrząc na pojedynek, chwilę dobrą wszczęty,

Kręci się, serce z wielkiej bojazni drży jego,

Świadom męstwa Marfizy niewymówionego.

Zaczem niepodobna rzecz zrazu mu się zdała,

Aby kochana jego wygrać dziewka miała;

Lecz zaś ujrzawszy, jako szczęście jej zdarzało,

Zdumiewa się, wesele wzrok opanowało.

27

Potem, kiedy zażarta gniewami srogiemi,

Nie kończyła ludzkością bitwy, jak z drugiemi,