Bojcami, aż jej dopadł równiną przez pole.

43

Ale się do Marfizy wróćmy, co wsiadała

Już tem czasem na swój koń i chciwie szukała

Nieprzyjaciółki, która drzewem ustalonem

Zrzuciwszy ją, na błocie odeszła zgęścionem.

Widzi, kiedy wzrok w stronę bystry obróciła,

Iż się daleko od wójsk obu odłączyła,

A Rugier jej dopada; zaczem jest tych myśli,

Iż umyślnie dla bitwy spólnej znowu wyszli.