Z konia skoczywszy swego, nie chce drzewem więcej

Być srogą, ale życzy łeb uciąć co pręcej,

Łeb Marfizin; odrzuca kopią staloną,

Szablą, jako piorunem, błyska wyostrzoną.

Leci, niewymowionem gniewem pobudzona,

Gdzie się z swem koniem biedzi Marfiza zrzucona

48

Na jej szczęście wprzód nogi z strzemion ratowała,

Niż druga z krwawą bronią do niej przybieżała;

Ale tak jady gore nieporównanemi,