50

Tak mocno Orland sobą zatrząsnął szalony,

Iż Astolf na sześć sążni leciał przez zagony,

Lecz go przecię Brandymart z ostatnią gromadą

Sił swych trzyma, jak zrazu wziął za plecy zdradą.

Zgrzyta grabia zębami, a potem letniego

Oliwiera w wierzch trafił szyszaka jasnego,

Trafił ogromną pięścią; ten padszy, blednieje,

Z uszu, z nosa, z gęby krew strumieniami leje.

51