7

Dopiero najbiedniejszy król widzieć mógł siły,

Które jego potęgę słabszą przechodziły.

Trwoży, bojaźń za boki blada go chwytała

I strach w żyły, krwie próżne, okropny wlewała.

Bo póki nieprzejrzane mroki noc czyniły,

Póki mdłe ognie góry z dymów nie wybiły,

Lekce ważył ten rozruch i tak mu się zdało,

Iż wojsko jego snadnie uskramiać go miało.

8