Już mu i szablę wydarł z ręku posieczonych,

Niemasz żadnej nadzieje w karwaszach stalonych.

97

Tak chyżo w zad się cofa i grabie nie goni,

Przeciwko Brandmartowi swej chce użyć broni,

Który tusząc, iż Orland Gradasa od siebie

Nie puści, tyłu nie strzegł w okrutnej potrzebie,

Wszystkę myśl utopiwszy w tem, aby srogiemu

Sztylet w garło mógł wrazić panu afryckiemu.

Tem czasem przypadł Gradas i szablą straszliwą