Podnosi legusieńko, smutny, żałośliwy,

Szyszaka i widzi raz zły, nielutościwy,

Który miedzy obie brwi do nosa samego

Rozczepił czoło gładkie męża serdecznego.

Jednak tak wiele jeszcze zostało w niem ducha,

Iż kilka słów powiedzieć cicho mógł do ucha,

Za swe grzechy żałując, a potem swojego

Cieszy biedny Orlanda, rzewno płaczącego,

14

»Pomni — mówiąc — mój drogi Orlandzie, kochany,