Będąc bez chyby pewien, iż go w miejsca święte

Wziął sam Bóg za odwagi i prace podjęte,

Przecię miłość wrodzona znieść nie może tego,

Aby łzami nie zlewał ciała strętwiałego;

Wzdycha, po twarzy, piersiach wciąż gęsty płacz bieży,

Raz podle trupa siedzi, a drugi raz leży.

16

Sobryn, co go już uszła krew w hojnem potoku,

Gdy z ramion, z twarzy ciecze ustawnie i z boku,

Na wznak się rozciągnąwszy leżał, zapomniały,