Gdzie ciemność bierze kształt i smętnie wzdycha

Po drogach błądząc, kędy bez pomocy

Konającego słychać dech i głosy,

Od których cierpnie mózg, a wstają włosy.

Przeszedł te piekła i wyszedł bez ciebie,

Wielki ów piewca jęku i wieszcz zgrzytów;

A tyś się lilją kwieciła na niebie,

I stałaś w modrej jasności błękitów,

Niedosiężona tchem czarnej otchłani...

Nie! Ja cię wielbić nie mogę, o pani!