Ja jestem z ziemi, gdzie miłość prowadzi

Kobietę w długie okropnych dni drogi,

A gdy wędrowce padają tam bladzi,

Czują w momencie śmiertelnej swej trwogi

Dłoń ukochaną, dłoń mięką i ciepłą,

Co grzeje usta im, i pierś zakrzepłą.

Ja jestem z ziemi, gdzie duch się nie lęka

Otrzeć swych skrzydeł o proch i o błoto,

Gdzie podniesiona niewieścia jest ręka

Nad wszelką nędzą i wszelką ciemnotą,