To były twoje miesięczne oliwy,

I że tej nocy twój pot kapał krwawy

Na leśne zioła nasze i na trawy.

I zdaje mi się, żeś tu był pojmany,

W pęta zakuty i sieczon u słupa...

Bo tak mi, Chryste, znajome twe rany,

I siność twoja, i katów twych kupa,

I świst rzemieni, co krają, jak nożem, —

Że to nie mogło być gdzieś tam, za morzem!

I wiem, że tutaj, na miedzy, wśród drogi,