— Jesteś tedy pasowany na rycerza pięknej Afry!
— Co za Afra znów? — zawołał oszołomiony.
— Ano, twoja sąsiadka!
— Nawet nie wiem, jak się wabi! Afra. A to by było w guście dziadunia. Pogańskie akuratnie!
— Co ty tam prawisz o guście dziadunia, kiedy tu o twoim mowa? Nie pomogło odżegnywanie złego ducha. Na kogo ona parol zagnie159, ten jej nie ujdzie.
Chłopiec zatkał uszy dłońmi.
— Gwałtu! Bierzcie ją sobie, a mnie zostawcie w spokoju!
— Ejże! Znasz Afrę, to już tam ze spokojem krucho. No, no, nie zapieraj się! Przyszła kreska.
— Ano, to cicho, dosyć! Jest o czym mówić tyle! Żebym ja tyle o was mówił, tobym dostał astmy. Chodźmy do sali!
Tak, ze spokojem studenta było krucho. Gdzieś go odleciał nagle i nie wracał. U sąsiadki było cicho, nikt nie przychodził; naukę Hieronima przerywał tylko śpiew cichy lub delikatne dźwięki pianina.