— Panienka nie pozwala rwać kwiatów — odparł Bazyli.
— A ty skąd możesz o tym wiedzieć?
— Każdy w Tepeńcu musi znać jej gusta, żeby potrafił dogodzić. Pan by się gniewał inaczej!
— Tej fatygi ja sobie nie zadam — burknął Hieronim, ruszając do grobowca i zrywając najpiękniejsze róże.
Dziad był niewidzialny w ów dzień uroczysty. O naszego bohatera nikt się nie troszczył. Schodził na drugi plan przed nową gwiazdą.
— Trzeba ruszyć znów w świat, matusiu — poskarżył się żałośnie grobom. — Dosyć pasożytem być. Już niedługo będę tu przychodził. Pójdę za chlebem, jakeś nauczyła. Tak, dosyć próżniaczej rozkoszy. Trzeba wzbudzić całą siłą chęć do pracy, trzeba ruszać w świat po nowe klęski i zawody.
Dawny pryncypał pisał co tydzień, dopominając się o swego ulubieńca, wzywał go coraz gwałtowniej; gdy tylko co wstał z posłania, zasypywał go prośbami. Trzeba ruszać.
Z nagłą determinacją porwał się z miejsca, chciał iść do dziada, za łaski podziękować i ruszać choć jutro.
Był w połowie drogi do domu, gdy usłyszał turkot, palenie z bata, zajazd nowych gości.
— Masz diable tabaki — mruknął, zawracając do ustronnej altanki.