Zamilkł i słuchał. Z preludiów wybiła się wreszcie czysta melodia pieśni i śliczny sopran zaczął śpiewać.
Pan Polikarp udawał, że czyta. Znad gazety utkwił oczy we wnuka, śledził wrażenie.
Hieronim słuchał, przejęty nie tyle pięknością głosu, jak znajomym dźwiękiem. Gdzieś go on już słyszał w życiu, ale gdzie i kiedy — nie mógł sobie przypomnieć.
Głos, zrazu cichy, opanował po kilku taktach akompaniament i brzmiał pełnią młodych płuc. Można było rozróżnić słowa.
A gdy będziesz dzwon ulewał,
Czarodziejski dzwon,
Co by szczęścia pieśni śpiewał
Przecudowny ton —
To nie wrzucaj doń metali
Ani srebra, ani stali,