— A to jakim sposobem? — zagadnęła dziewczyna. — Dziad zawsze cię drażni, żeś je postradał w przeprawie ze mną.
— Rodzony brat mi je wybił kamieniem w kłótni o dziesięć rubli! Warto było? A panicz niech do mnie złości nie ma. Pan każe, sługa musi!
— Ja dziś nawet bym do diabła złości mieć nie potrafił! — zaśmiał się chłopiec.
Śniadali we dwoje w wielkiej jadalni, potem dziewczyna wezwała go za sobą.
— Pokażę panu moją pracownię. Pamięta pan główkę Medora? Figurek nie zapomniałam lepić.
Pracownia to była urządzona z całym przepychem. Mnóstwo studiów, modeli, gipsów napełniało ją po brzegi. Zaprowadziła go do niewielkiej grupy z gliny, świeżo ukończonej.
— To moja pierwsza praca na wystawę — rzekła.
Grupa przedstawiała młodzieńca wyzwolonego, kruszącego w ręku laskę, godło niewoli. Ruch był śmiały i naturalny, postać gibka i wyniosła, szczęście promieniało z oblicza.
— Lubi pani sztukę? — spytał Hieronim.
— Ubóstwiam! W życiu kochałam tylko figurki swoje i...