— Aha, jest, to i dobrze. Powiedz mu, niech dziś wieczór przyjdzie do naczelnika. Będę mu towarzyszył na trąbce. Urządzimy koncert.
— Bardzo potrzebne! — zamruczał Litwin, nie odrywając się od czytania.
— Ty się na tym nie znasz.
— Chwała Bogu!
— Et, jesteś nieznośny pedant! Cóż u was słychać?
— Ja nie mam zwyczaju słuchać.
— Dziecko jest jeszcze? Nie oddaliście rodzicom?
— Musi być nie, kiedy jest — była logiczna odpowiedź.
— Szaniarski mówił, że ją Rucio traktuje jak żonę.
— Nie wiem, jak się żonę traktuje, bom kawaler.