Grocholski parsknął śmiechem. Nosowy ton Żabby, spokój i kamienna twarz były nadzwyczaj komiczne.
Śmiech kolegi obraził Litwina. Znosił tylko drwiny Hieronima. Odwrócił się plecami do warszawiaka, zatkał uszy rękoma, długi nos pochylił nad książką i zapadł w kompletne milczenie.
Grocholski pokręcił się jeszcze chwilę, porozrzucał papiery, popróbował skrzypiec, wziął jakąś księgę i wyszedł, gwiżdżąc.
Mała siedziała na tymże miejscu, w tej samej pozycji i patrzyła na las.
— Jak się masz? A gdzie twój mąż? — zagadnął wesoło student.
Bez wahania wskazała w kierunku lasu i odparła poważnie:
— Poszedł tam.
— Czemu nie poszłaś z nim?
— Nie pozwolił.
— Czekasz na niego?