— Czekam.

— Ot, daj pokój! Chodź ze mną! Ja ci niczego nie będę zabraniać. Kupię nową sukienkę, czerwone trzewiczki i mnóstwo paciorków. Chodź, ja będę twoim mężem.

Dziecko spojrzało wściekle na niego, pokazało język i, jak Żabba, odwróciło się impertynencko46 plecami.

Odszedł, śmiejąc się jak szalony.

W południe Żabba, idąc z rachunkami do naczelnika, potknął się o dziecko na progu i zamruczał:

— Chodź ze mną!

Nie zgodziła się. Odmówiła też wezwaniu na posiłek; nie ruszyła się, gdy gospodarze wrócili z pola.

O zmroku Hieronim, idąc z piosenką na ustach, z żartem w oczach, spotkał ją na drodze.

Wybiegła naprzeciw, dojrzawszy go cudem w ciemności, i powitała milczącym, szczerym uśmiechem.

— Ejże, to ty? — zawołał uradowany. — Myślałem, że się kto o ciebie upomniał i zabrał.