— To dopiero zaczepka, a nie odczepka — wygłosił patetycznie Litwin.

— Resztę mózgu morze ci wypłukało ze łba! Gadasz jak wyrocznia, dwuznacznikami! Chodźmy spać!

— Zobaczymy, czy dziecko spokojne — poprawił Żabba.

Dziecko miało trochę gorączki. Gdy weszli po cichu, usłyszeli, jak mówiła wpółsennie do siebie:

— Żebym miała czarne perełki, tobym zrobiła i oczy; z chleba nie można; żeby dużo, dużo chleba, toby był cały człowiek albo koń — taki duży!

— O figurkach swoich myśli — szepnął Hieronim.

— Aha, lepiła tu przed chorobą twój wizerunek z chleba na prezent.

Perełek na oczy ciągle się napierała. Jak wyzdrowieje, trzeba jej zacząć dawać lekcje rysunku.

Po chwili mała przestała majaczyć, oddech się uspokoił; koledzy wysunęli się niepostrzeżenie. Byli o nią spokojni, a nie wiadomo, który się czuł więcej szczęśliwym jej życiem.

III. Pustka