Z przerwą wytchnienia w ciasnej dolince;
Mchom powierzywszy szkolny mój tornister,
Tam z kolegami wyprawiałem zbytki!
Matka, albo służąca, wsparta o listowie,
Haftowała, gawędząc, lub cerowała skarpetki,
Zbocza nie lękająca się zbytnio parowu,
Gdyż drzewa wysadzone ochraniały kroki.
Od dołu aż do góry listowie głębokie.
Ułamki cienia i słońca kawały,
Oto bielizna wieje na szpalerze,