Stado: starucha o kiju go strzeże.
My, wyżły omszonej ziemi,
Goniliśmy przez buków korytarze białych,
Najeżone niekiedy w gałązek wachlarze.
W dole Odeta2 o mostach z żelaza licznych
Płynęła, gardło wiecznie płukająca.
Na tarczy błyskającej rzeki rozpostarty,
Lubiłem poprzez drzew oglądać palce,
Policzki wielkiego żaglowca, złocone od słońca,
Podczas gdy u stóp naszych, wzlatując spod krzaków,