Jeszcze suną po niebie przewlekłe snu smugi,
Gdy dźwigasz się z pościeli i w rozumnym buncie
Bose stopy na twardym dumnie stawiasz gruncie,
Pobudką spieszysz myśli, rozkazem gonitwy,
Przebudzony i czujny, już gotów do bitwy.
Rozpoczęte zapasy. Dzień szczękiem oręża —
Gwarem świata uderza, jeszcze nie zwycięża,
Lecz skrada się i zdarzeń pociskami celnie
Napada cię i zranić próbuje śmiertelnie,
Na wątłe bary wtłacza tęgi wór ciężarów,