Pod stopami otwiera nagle ciemny parów,

I w przepaść próżną spycha, lub z uśmiechem dziecka

Znienacka cię urzeka siła dnia zdradziecka!

Znów deszczem siepie w oczy, albo wiatrem parzy, — —

Jak na morzu burzliwem garstkę marynarzy,

Gdy czoła rozpalone powiew smutku chłodzi,

Bezwylądnie przepędza w obciążonej łodzi, — —

Tak myśl twą w krętych wirach tłumi huk i zamęt

I w szumie piennym cichnie wołanie i lament...

Już pod pełnią słoneczną wypukłe południe