Powtarzałem oddawna tłumione ballady

O Maryli, o zbójcach, liljach i Tukaju.

Na rozmowy wieczorne, gdy ptak nocny sfrunie,

Wypływałem z najgłębszej głębi mego ducha.

Bóg pogardził mędrcami, a słów prostych słucha,

Taki sam w nocy cichej, jak w groźnym piorunie.

Młodość górną i chmurną Twoja pieśń okrutna

Przepaliła mi ogniem piekącym do głębi, —

Żeglarzu, ciągnij rudel! już nic nas nie gnębi,

Już się z pogodnych niebios oćma zdarła smutna!