I zdobyczą i klęską i znów nędzą ludzką,

Litosnem pocieszeniem, darem miłosiernym,

Najdrobniejszą radością pod niebem bezmiernem!

Patrzałaś na porytą w glebie rowów matnię,

Na złamane przy drodze kolisko armatnie,

Na gruzy miast, na wioski spalone pożogą

I na usta nieżywe, uśmiechnięte błogo

Do ciebie, ach, — do ciebie, — więcej do nikogo...

Widziałaś, jasnowidna, doczesne a wieczne

Przeorania gromadne i wiosny społeczne,