Bujne pędy, zbroczone liściem krwawem, rdzawem,

Jak wrzos września, jak zwiędłe sitowie nad stawem,

Gdy w górze syczał ogień, gdy spadał z pośpiechem,

Gdy huknął pod bugajem echem i wyśmiechem,

Kiedy trzasnął drzazgami w krążeniu zawrotnem,

Przyszło tobie umierać na polu samotnem...

Czerpałaś rozpacz wiedzy po stokroć okrutnej,

Od wszystkich smutków świata jeszcze bardziej smutnej,

Bardziej grzesznej, niżeli wszystkiej ziemi grzechy,

Lecz pełnej przebaczenia, jak pierwsze uśmiechy...