Naumiało cię życie nędzy nielitosnej,

Beznadziei ostatniej i zimy bezwiosnej,

Klątwami, łzami, gniewem w słodkich rymów państwie

Groziło ci po nocach w samotnem wygnaństwie!

Opiła woń fjołków godziną wieczorną

Nad ścierwem ziemi wiała tęsknotą upiorną...

Łamałaś krzykiem wieczór w oczach pełnych zgrozy,

Cięłaś cichcem łańcuchy, szarpałaś powrozy,

Biłaś burzą w brzeg ziemi, biczem ognia smagan,

I obłąkał mi serce natchnienia huragan,