Z chwilą gdy ogłoszono wojnę między cesarzem a Turkami, pobiegłem szukać przyjaciół po całych Tuileriach, zebrałem i ich koło sadzawki i przepowiedziałem, że przyjdzie do oblężenia Belgradu, który padnie. Miałem to szczęście, że przepowiednia moja się sprawdziła. Prawda, że mniej więcej w połowie oblężenia założyłem się o sto pistolów, że miasto padnie 14 sierpnia; padło dopiero nazajutrz: czy można przegrać z bliższymi widokami wygranej?

Kiedym ujrzał, że flota hiszpańska ląduje w Sardynii, wywnioskowałem, że owładnie tym krajem; tak rzekłem, i okazało się prawdą. Dumny z sukcesu, dodałem, że zwycięska flota wyląduje w Final, aby pobić Stany mediolańskie. Ponieważ zapatrywanie to spotkało się ze sprzeciwem, chciałem je chlubnie podtrzymać: założyłem się o pięćdziesiąt pistolów i znów przegrałem, bo ten diabeł Alberoni, mimo najświętszych traktatów, posłał flotę do Sycylii, i oszukał, jednym zamachem, dwóch wielkich polityków: księcia Sabaudii i mnie.

Wszystko to, łaskawy panie, zbiło mnie z tropu, tak iż postanowiłem przepowiadać zawsze, a nie zakładać się nigdy. Dawniej nie znaliśmy w Tuilleriach zakładów; nieboszczyk hr. de L. wręcz ich nie znosił; ale od czasu jak wtargnęła lam zgraja fircyków, wszystko zaczęło w piętkę gonić. Ledwie kto z nas otworzy usta, aby oznajmić nowinę, już któryś młokos ofiaruje zakład przeciw naszemu twierdzeniu.

Jednego dnia, kiedy rozwijałem ważne papiery i poprawiałem okulary, jeden z tych fanfaronów, wpadając mi wręcz w słowo, woła: „Zakładam się o sto pistolów, że nie”. Udałem, że nie zwracam uwagi na to błazeństwo; podnosząc głos, rzekłem: „Skoro marszałek *** dowiedział się... — To nieprawda, rzecze znów tamten; ma pan zawsze wiadomości spod ciemnej gwiazdy; za grosz sensu w tym wszystkim”.

Proszę pana, szanowny przyjacielu, racz mi pożyczyć trzydzieści pistolów, wyznaję bowiem, że te zakłady wprowadziły nieład w moje finanse. Przesyłam panu kopie dwóch listów, jakie napisałem do ministra.

Pozostaję, etc.”

List nowinkarza do ministra.

„Ekscelencjo!

Jestem najgorliwszym poddanym, jakiego kiedykolwiek król posiadał. Ja to skłoniłem jednego z przyjaciół, aby urzeczywistnił mój pomysł napisania książki, mającej dowieść, że Ludwik Wielki był największym ze wszystkich monarchów którzy zasłużyli na przydomek Wielkich. Pracuję od dawna nad innym dziełem, które przyniesie jeszcze więcej zaszczytu narodowi, jeśli Wasza Dostojność udzieli mi poparcia. Zamiarem moim jest wykazać, że od początku monarchii Francuzi nigdy nie byli pobici, i że wszystko, co do dzisiejszego dnia historycy powiadali o naszych porażkach, to szczere szalbierstwa. Miałem sposobność zbić ich twierdzenia w szeregu okoliczności, i śmiem sobie pochlebiać, że celuję zwłaszcza w krytyce.

Jestem, Wasza Dostojność, etc.”