— Czym się mogę panu odwdzięczyć? — spytałam.

— Tortem po wojnie.

— Boże, obym mogła spłacić jak najszybciej mój dług!

Trzeba jednak zrozumieć, że żaden tort w czasie normalnym nie może być równowarty z połówką ciemnego i kwaśnego chleba, którą mój ojciec odstąpił w jego sytuacji i w owym czasie.

Nieco rzeczy udało się Zosi przynieść, a część gabinetu sprzedać za psie pieniądze jakiemuś dentyście aryjczykowi, który mając stosunki z Niemcami, mógł go wynieść z getta.

Więc jesteśmy już w Warszawie. Rozpakowuję moją jedyną walizkę. Z rzeczami nie mam kłopotu.

— Co myślicie robić? — pyta teściowa.

— Kryć się nie możemy, nie mamy na to pieniędzy. Trzeba jakoś oficjalnie urządzić się. Może znajdziemy mieszkanie jako aryjczycy. Poproszę kogoś ze znajomych, aby nam dali rekomendacje. Może i pracę jakąś znajdziemy. Poza tym mam część mebli, jakieś rzeczy u znajomych, sprzedam je.

— Ale czy ci wydadzą?

— Spróbuję.