— Nie wracaj się, to zły omen.

Zły czy dobry, nie wierzę w przesądy, ale gorzej, jak Jurek zostanie bez palenia. Może w poniedziałek coś kapnie od Aliny, która już na ten raz solennie obiecała. Ale na razie pieniędzy na tytoń nie ma. Mimo to idziemy naprzód.

Zza rogu nadjeżdża niemiecka maszyna. Wyskakuje z niej SS-man i pyta nas, gdzie tu ulica Okrężna 55 (adres R.). Jurek uważnie rozgląda się po numerach. Jaki on spokojny. W końcu wzrusza ramionami.

— Tu jest Okrężna, ale jaki dom, nie mam pojęcia, ja nie jestem stąd.

Odchodzimy, idę szybko.

— Nie leć — szepcze Jurek — spokój.

Inka jest blada jak śmierć. Maszyna jedzie dalej. Przy przystanku zatrzymujemy się.

— Wrócę do mamy. Nic nam nie zrobią, nikogo nie zastali.

— Inko, jeżeli pójdziesz, będą się o nas pytać.

— Może mnie nie poznają, zresztą powiem, że was nie znam, żeście się o drogę pytali, trudno, ja mamy samej zostawić nie mogę.