Gospodarz, któremu lokatorki poleciła pani R. i z nim wszelkie transakcje załatwiła, przychodzi do niej z pretensją. R. uspakaja go, jak może. W końcu Zosia i teściowa znów wracają do Rakowskich na Sadybę, a co dalej?
Na Sadybie przy wale jest nasyp, a w nim jakby forteczka, a w niej w ziemi coś w rodzaju piwnicy. Tam mieszka pan Pałka z żoną Pałczyną i małym Pałką. Pan Pałka wygląda jak prawdziwy bandyta. Kiedyś w dzieciństwie miałam książkę o Ali Babie i czterdziestu rozbójnikach.
Pan Pałka zupełnie przypominał herszta, jego żona Pałczyna wyglądała tak, jakby szmaty i brud całego świata na sobie zgromadziła. Była to kupa brudnych łachmanów, z których wychylała się jeszcze brudniejsza głowa Pałczyny i jej duże, czarne ręce.
Co do małego Pałki, to tylko można powiedzieć, że robił wrażenie półidioty, co przy najbliższym poznaniu całkowicie się potwierdzało.
Jaskinia Pałki, wiecznie ciemna, cuchnąca stęchlizną, miała być wymarzonym schroniskiem dwóch tropionych kobiet. Pan Pałka nie miał określonego zawodu, właściwie za młodu był złodziejem. Obecnie, kiedy nadeszła starość, stracił giętkość ruchów, bystrość umysłu i spostrzegawczość, stał się niezdolnym do pracy. Cierpiał głód, biedę. Od czasu do czasu łapał ukradkiem kota lub psa o puszystej sierści, oprawiał go z futerka i robił ciepłe pantofle, które potem Pałkowa sprzedawała. Co z mięsem robił nie wiadomo, ale znając pana Pałkę można zaręczyć, że nie dał, aby mięso się marnowało. Oto familia in pleno22.
Teściowa z Zosią przytaszczyły polowe łóżko. Miały mu płacić miesięcznie 500 zł. Umówiono się, że z ziemi wychodzić nie będą, a jedzenie będzie przynosiła R. albo P. Któregoś dnia odwiedzam je. Z początku nic nie widzę z powodu ciemności, potem zaczynam odróżniać przedmioty, wreszcie twarze — obie wyglądają okropnie. Blade i chore.
Cieszą się moim przyjściem. Niestety, nie wolno ich często odwiedzać, bo może ktoś spostrzeże, że do Pałki dużo osób przychodzi i to wzbudzi podejrzenie. Życie ich u Pałków jest bardzo ciężkie. W dzień gnębią ich gospodarze. Pałkowej wszystko przeszkadza. Pałka dziwi się, że można, jak on, trzymać Żydów, a dalej klepać biedę.
— Powinienem jeść same salcesony i kiszki i mieszkać jak król, bo jak nie, to po jaką chorobę Żydów trzymam?
W nocy gnębi ich wszelkie robactwo. Niemiłosierny zaduch powoduje ciągłe bóle głowy, ale byleby tu już zostać, byleby tu być bezpiecznym.
Wychodzę. Przed pałacem spostrzegam dwunastoletniego Pałkę. Siedzi na schodku, trzyma na kolanach książkę i sylabizuje: „ma-ma idzie, ta-to jedzie. Ala nie-sie”.