Wpada mi do głowy szatańska myśl. Czemu ten idiota żyje? Czemu? Kiedy tyle innych dzieci zamordowano, kiedy moją ośmioletnią Joasię, tak cudnie deklamującą, spalono w krematorium? On jest przecież temu niewinny, tłumaczę sobie sama i sama sobie odpowiadam: wiem, ale ja chyba wariuję, a nienormalny człowiek nie odpowiada za siebie.

Przed pierwszym Pałka stanowczo mieszkanie wypowiada. Chodzi po nim jak książę udzielny.

— Ja sobie nie życzę, ja nie mogę nikogo do siebie zaprosić.

Brrr, Pałkom bez zebrań, bez balów strasznie.

— Ja nie mogę. Albo proszę tak zrobić, żebym wszystko miał, co zechcę, albo wyprowadzić się.

Naturalnie ani teściowa, ani Zosia to nie złote rybki z bajki.

— Łachy pod pachy i basta!

Pałkowa wzdychała pod kupą łachów. Baba na pewno myślała, że jak dołożą grosza to dobrze, a jak się wyprowadzą, to szkoda 500 zł. Pałka chlupał według zwyczaju nosem, co mogło oznaczać wiele, ale na pewno nic nie oznaczało. Obie kobiety nie miały nawet na te 500 złotych, a co mówić o zawrotnych sumach na salcesony i kiszki dla pana Pałki.

— Fiutkowski, Fiutkowski, on tylko może nas wyratować — mówiły — jedź, Ema, do niego.

Pisały błagalne listy, z którymi ja jeździłam, a które pozostawały przeważnie bez skutku.