— Proszę, daj taką a taką sumę w swoim własnym interesie. Cóż ci przyjdzie z pieniędzy, jeżeli stracisz życie?
— I tak je stracę — mówi.
— Więc tym bardziej, przynajmniej drogo je sprzedaj. Zresztą, jeśli uprzesz się i nie chcesz dać takiej sumy, o którą cię prosimy, to przyjdzie do ciebie wieczorkiem kilku naszych chłopaków. Każą ci stanąć przy ścianie, przyłożą lufę do ciemienia — dajesz?
Argument taki zawsze przemówi. Nie jest on wprawdzie wyszukany, ale przecież jest usprawiedliwiony. Pieniądze idą nie dla siebie, a dla sprawy. Trzeba przyznać, że opierających się było stosunkowo mało. Plan, organizacja. Trzeba pracować i w getcie, i po aryjskiej stronie. Kupować broń i żywność, pomagać przenosić je do getta. Każdy rewolwer, każdy pocisk, każda kula przechodząca do dzielnicy to droga do zwycięstwa, to jeszcze jeden zabity Niemiec.
Bywały takie dni, że jedziesz człowieku tramwajem w aryjskiej dzielnicy aż do Żoliborza, w koszyczku trochę jabłek i bochenek chleba, pachnący, świeży bochenek, taki niewinny, rumiany, a w nim... Myślisz sobie: jeśliby mnie teraz zaaresztowano, za co wpierw zabito by mnie? Więc śmierć pięciokrotna:
1) za przebywanie poza granicami getta,
2) za obce waluty (dajemy okup za ludzi w dolarach),
3) za nabywanie pieczywa poza kartkami,
4) za fałszywe dokumenty,
5) za broń.