Ktoś mi się przygląda, a może wydaje mi się tylko. Obojętnie wyglądam przez okno. Jeszcze dziś trzeba zanieść chleb pod wskazany adres, a tam pójdzie dalej na placówkę. Szykujemy się. W małym pokoiczku siedzimy przy stole, opieramy się na łokciach i patrzymy na mapę — jeżeli nastąpi... może nawet pójdziemy dalej. Gdybyśmy wcześniej wiedzieli, kiedy mieliśmy ludzi i siły, by zniszczyć wroga. Oby tylko przetrwać, oby doczekać, aż przyjdzie nas oswobodzić Armia Czerwona.
Co dziś zajęli? Orzeł. Ach, prędzej, towarzysze, przybywajcie!!!
Pewnego poniedziałku zaczęło się. Znamy to wszyscy. SS. SA. Litwini. Oblężono dom, potrójne straże. Alarm. Znów wysiedlenie. Teraz już ostateczne.
Nie damy się. Do boju! Na cóż były przygotowania trzymiesięczne? Bić się! Mamy w kieszeniach granaty, mamy karabiny, rewolwery. Nie, nie damy się!
Cóż to, z domów, z dachów strzelają do przerażonych Niemców, rzucają pociski. Ach, oni są dzielni, mężni przy słabych, ale bić się oko w oko — proszę! Każdy dom to twierdza, zdobywajcie! Każdy człowiek to żołnierz, bijcie się!
Alarm! Niemcy cofają się i po dniu ciszy następuje uderzenie na getto. Otoczono je karabinami maszynowymi, posłano nieduże oddziały, bij się niemiecki żołnierzu. Jeżeli zginiesz, wyślą twojej żonie pismo: „Zginął na froncie gettowskim w walce z kobietami i z dziećmi, cześć mu!”
Pierwsze trupy niemieckie padły w getcie, ich krew zalała chodniki. Mierzyły do nich rączki dziecinne, stare kobiety rzucały granaty.
Wjechały tanki do getta, wjechali żołnierze.
Zmierzymy się z wami, my w sandałkach, z odkrytymi głowami, my schorowani, zgłodniali, wystraszeni, my na naszych spuchniętych nogach. Nasze dzieci nieletnie, nasi staruszkowie z rozdartymi sercami i wy umundurowani! Na waszych pasach napis: Gott mit uns, a w nas jedna myśl: zgińcie!
Bitwa.