Kierujemy się w stronę Placu Trzech Krzyży. Inka opowiada mi szczegółowo o swoich informacjach. Na Placu Trzech Krzyży z okazji przyjazdu Franka odbywa się parada wojskowa, orkiestra gra. Jak nakręcone kukły maszerują żołnierze odświętnie przyodziani, idą prosto, równo pod dźwięk zwycięskiego marsza. Ach, jak oni równo potrafią chodzić, jak są z tego dumni! Co znaczy dla nich dobroć, szlachetność, nic, to niepotrzebne! Co znaczy dla nich mądrość, serce, sprawiedliwość, to nieużyteczne! Ale prosto, równo stąpać w szeregu! Kto tak potrafi? Tylko my, Herrenvolk, rasa nad rasami. Patrzcie na nas i podziwiajcie!
Patrzę na nich — mordercy!!! Widzę już was tak idących w pochodzie szkieletów, widzę wasze nienawistne kości, wasze trupie głowy pod hełmami i paradnymi czapkami, widzę wasz koniec, wy zbrodniarze nad zbrodniarzami!!!!
Maszerujcie przed waszym krzywym i zwariowanym godłem, spoglądajcie na portret waszego przeklętego wodza i śpiewajcie hymn na jego cześć, pozdrawiajcie go wy, skazani na zagładę przez własną nienawiść, naszą krzywdę. „Salve Hitler, Morituri te salutant”.
„Hotel Polski” — Treblinka
Na ulicy Długiej mieści się biedny, stary hotelik o szumnej nazwie „Hotel Polski”. Właściciele na pewno z utęsknieniem oczekiwali dawniej gości, przeważnie przyjezdnych kupców czy komiwojażerów. Teraz oto rozeszła się jak echo wiadomość, że Hotel Polski na Długiej to przystań dla Żydów. Można dostać tam papiery i jechać do jednego z państw Ameryki Południowej. Wiadomość szła krętą drogą z ust do ust, konspiracyjnie. Jednakże istniał kontakt między kryjącymi się Żydami. Napływali ludzie z całej Warszawy, z prowincji, zewsząd. Nie mieli oni gdzie mieszkać i rozumieli, że uratowani z getta zginą tu prędzej czy później. Nie wystarczy im pieniędzy na żywność i na wpadunki. Wieczny strach, wiecznie rozbiegane oczy, a może mnie poznał? Zależność od każdego, który ma twoje życie w swym ręku. Począwszy od dziecka, wystarczy, by zawołał: „To Żyd!” i już koniec. Nie pomogą żadne dokumenty. Czasem tylko gruba forsa, ale na jak długo starczyć mogą pieniądze? Zresztą, nie zawsze za pieniądze kupisz sobie życie, Żydzie!
Zrozpaczeni ludzie, a właściwie tylko wpół ludzie, z radością dowiadują się, że jest dla nich przystań — że skończy się wieczny strach, ciągłe poniżenie, wieczne przytyki, skończy się koszmarne życie „na niby”. Będzie można być oficjalnie między swoimi. Jakież to szczęście!
W hotelu na Długiej sprawą amerykańską zajmuje się gestapo. Ich przedstawiciele, którzy organizują wszystko i mają kontakt z Żydami, to trzej eleganccy ludzie, Skokowski, Kenig i stary, szykowny pan Koniecpol, który się każe tytułować inżynierem. Zajeżdżają eleganckimi autami, uprzejmie rozmawiają z kandydatami na amerykańskich obywateli. Udzielają informacji. Niebo otworzyło swe wrota, Bóg zmiłował się nad nielicznymi, ocalonymi synami Izraela.
Sprawa przedstawia się następująco: Żydom mieszkającym w krajach Ameryki Południowej udało się dla swych krewnych Żydów polskich zdobyć papiery emigracyjne. Taki tam jest zwyczaj, że kto ma ziemię, staje się pełnoprawnym obywatelem państwa. Otóż krewni ci kupowali na imię Żyda polskiego jakiś placyk i w ten sposób czynili go obywatelem Ameryki Południowej. Odnośne dokumenty przyszły do warszawskiego gestapo już późno, już po zagładzie getta. Gestapo znalazło się w ciężkim położeniu, ponieważ trudno im byłoby odpisać, że nikogo z wzywanych nie ma. Wpadli więc na pomysł, aby papiery te rozdać pozostałym jeszcze Żydom. Zmiana osób nie wyjdzie na razie na jaw, ponieważ emigracja do Ameryki Południowej nastąpi dopiero po ukończeniu wojny. Na razie ludzi tych umieści się w specjalnych domach dla internowanych obywateli obcych. Jest taka miejscowość na granicy szwajcarskiej Vittel, gdzie w komfortowym hotelu „La Providence” ludzie ci zostaną umieszczeni. Będą mogli spokojnie poruszać się po okolicy, nigdzie na pewno nie uciekną, bo któż by, mając tak wspaniałe warunki, doskonały wikt, stałą pomoc amerykańską, chciał uciekać?
Pobyt w Vittel nie znudzi ci się. Możesz jechać kajakiem, kąpać się, grać w tenisa, urządzać górskie eskapady i tańczyć na wytwornych dancingach. Człowieku, czy może ci się to pomieścić w głowie? Z piekła do nieba. Zwariujesz ze szczęścia. Tenis, tańce, tego już nie chcemy, dajcie nam tylko spokój i nic więcej.
Dokumenty były na różne nazwiska, np. dla pana Goldsteina z rodziną, pana Rozenbluma z rodziną. Więc tworzono z kryjących się rodziny. Starszy pan był ojcem, trzeba mu było dobrać tyloletnią żonę potem synów, córki. Dzieci mogą być mężami, żonami no i ich dzieci. Aby kupić obywatelstwo trzeba było mieć pieniądze i to grube, ale można było targować się. Dzieci i starsi ludzie mogli iść darmo, bo ich było mało. Poza tym, ludzie zasłużeni, lekarze, adwokaci, inżynierowie. Tych wszystkich, jeśli byli w ciężkich warunkach, przyjmowano bezpłatnie.