— Jestem bliska obłędu — skarży się Zosia. — Po tym przejściu z Jurkiem, nie wierzę, abyśmy wyżyły.

— Zosiu — mówię — musisz koniecznie jechać z matką, nie ma dla was innego wyjścia. Myślę, że ciebie, jako lekarza, przyjmą za małą sumę, może i bezpłatnie.

— A ty?

— Ja zostaję, naturalnie, przecież bez Jurka nie pojadę.

— Cóż ty możesz dla niego zrobić?

— A może jednak. Jeżeli chociaż mały liścik mu dostarczę, to już będzie wiele. Sama myśl, że żyję i myślę o nim... Będę działać do końca.

Tego samego dnia jestem u starych znajomych. Ktoś z nich proponuje mi, żeby jechać z nim jako żona.

— Wiem, że pani jest w ciężkich warunkach, tu pani zginie, a tak będzie pani mieć opiekę no i...

Przerywam mu.

— Nie, nie, dziękuję. Nie pojadę.