Odchodzę szybko i płaczę. Jakie to straszne, jak on powiedział, „jako jego żona” i że ja nie mam już tu co robić. Więc właściwie Jurka już pogrzebano — ja tylko łudzę się — Boże, Boże!

Przychodzi odpowiedź z Trawnik i Poniatowa. Nie znaleziono go. Pojadę dowiedzieć się do Treblinki. Zosia odradza mi: zginiesz.

— Zosiu, ja już postanowiłam.

Żegnamy się. Zosia zostaje w hotelu, czekając ciągle na dokumenty. Jadę do Treblinki. Jedziemy we trójkę, jedna aryjka (jak się później dowiedziałam aferzystka, prostytutka i wariatka w jednej osobie) i młody kolejarz, poznany przypadkowo na dworcu. Wysiadamy w Małkini. Tam na torze robotnicy z Treblinki pracują przy wyładowaniu węgla. Nasz kolejarz kręci się przy tym samym torze, a my czekamy z daleka. Usiedliśmy na trawie. Wytężam wzrok. Widzę jak Żydzi w brudnych, starych łachmanach pracują. Pilnują ich Litwini. Ot, jeden z nich przystąpił do jednego z Żydów i bije go, bije bez końca. Zamykam oczy.

Twarzy pracujących nie mogę z tej odległości zobaczyć. Boże, może między nimi jest Jurek, oby był!

Zostajemy w Małkini kilka dni. Kolejarz co dzień chodzi na tor, mówi, że nawiązał już kontakt z pracującymi i podał nazwisko.

Co dzień chodzimy na stację, gdzie o siódmej placówki tak blisko przechodzą obok jednego z zabudowań, że dokładnie można obejrzeć przechodzących. Z twarzą przyklejoną do szyby wpatruję się w nich. Jakżeż są wymęczeni, sczerniałe twarze, zapadnięte oczy, pochylone plecy. Jurka nie ma. Może pracuje wewnątrz obozu, a może na innej placówce.

Kolejarz co dzień przynosi nowe wiadomości, raz, że jest, drugim razem, że go nie ma. Wiadomości są sprzeczne, raz jestem w niebie, skaczę z radości, na drugi znów dzień spadam z góry szczęścia i czuję się jak w grobie. Co dzień daję mu pieniądze na wódkę, którą niby to ugaszcza strażników i co dzień wyczekuję z utęsknieniem chwili jego przyjścia, by wysłuchiwać bredni, którymi mnie karmi. Łażę po łąkach, polach. Tam w dali jest Treblinka! Tam palą trupy. Aż tu czuje się mdły zapach.

Wreszcie zrozumiałam, że marnuję czas. Szukam innej drogi i znajduję przez naczelnika kolei, który ma kogoś w obozie koncentracyjnym. Dostaję wiadomość, że Jurka nie znaleziono.

Opuszczam Małkinię w słoneczną pogodę. Pojadę do Lublina.