W Warszawie nowe nieszczęście. W noc po moim wyjeździe gestapo otoczyło hotel i wywiozło wszystkich na Pawiak, ale wywozili tak, jak ongiś w getcie, bez najmniejszego szacunku dla obcych obywateli, a w chwili, gdy w hotelu padły pierwsze trupy i ludzie zorientowali się w sytuacji, nie było już ratunku. Byli otoczeni. Większą część rozstrzelano na Pawiaku, część wywieziono do obozu męczeńskiego do Hanoweru, gdzie w cztery miesiące później w listopadzie zlikwidowano ich w tym samym czasie co i obozy żydowskie w Polsce. Teściową zastałam zupełnie przybitą. Po synu straciła córkę. Była na wpół obłąkana.

— Zosia — szeptała — szukaj Zosi, szukaj jej, może jeszcze jest na Pawiaku.

Znów wędrówki z Inką po Warszawie, znów nawiązanie kontaktu z Pawiakiem, znów ostatnie pieniądze na łapówki. Tym razem teściowa oddaje ostatni pierścionek.

Czemu w tym strasznym momencie aresztowania Jurek nie miał go przy sobie? Może by go uratował ten krążek z kamykiem. Patrzę nań. Czy wart był życia Jurka?

Wiadomości dostajemy z dwóch stron. Zosię rozstrzelano na miejscu. Jeszcze jedna padła w szeregu. Kto z nas następny?

Jadę do Lublina.

Moje poszukiwania — Lublin, Majdanek

Więc mam nareszcie kilka tysięcy złotych. Aby jechać do Lublina, trzeba mieć przepustkę. Ja naturalnie przepustki dostać nie mogę. Postanawiam jechać bez niej. Po drodze zabierają do Prus, wysadzają z pociągu, aresztują. Wszystko jedno, przecież nie chodzi o mnie i tak już zmarnowałam na nic tyle czasu, a jak męczą w obozach, o tym wiemy.

Jadę. Za bilet, jeśli bez przepustki, płaci się podwójnie. Kontroli też się daje w łapę. To wszystko głupstwo, byleby żandarmeria nie sprawdzała. Żandarmeria pojawia się w Dęblinie. Wchodzą do wagonów, ale interesują się tylko szmuglem. Oddycham z ulgą.

— Teraz pani wysiądzie przed Lublinem, bo z samej stacji trudno będzie bez przepustki dostać się do miasta — informuje konduktor.